Pomorskie: w badaniu próbek substancji ropopochodnej wyrzuconej na plaże nie ustalono, czym ona jest
Szefowa Urzędu Morskiego w Słupsku zaznaczyła, że gdańskie laboratorium, do którego ostatecznie trafiły próbki zebranej z plaży substancji (wstępnie była mowa o poznańskiej placówce), w wyniku badania wskazało, że krótkotrwały kontakt z tą nieustaloną substancją ropopochodną „nie stanowi zagrożenia dla zdrowia i życia".
- Nie będziemy zlecać dodatkowych badań. Wiązałoby się to z dużym kosztem, a laboratorium odpowiedziało nam, że jednoznaczne ustalenie, czym jest to zanieczyszczenie, jest niemożliwe, bo substancja jest zabrudzona. Podejmowaliśmy ją z plaży – powiedziała dyr. Sędzińska.
Podkreśliła jednocześnie, że urząd traktuje tę substancję jako odpad niebezpieczny, bo ropopochodny, wymagający szczególnej utylizacji.
Aktualnie zanieczyszczenie zbierane jest z plaż przez służby ochrony wybrzeża do specjalistycznych worków i składowane na terenie wyznaczonym przez słupski urząd morski.
W czwartek posprzątane zostały plaże w Ustce i część plaż w gminie, gdzie zanieczyszczeń było najwięcej i gdzie od wtorku obowiązywał zakaz wchodzenia. Tam zakaz został odwołany.
Urząd Morski planował zakończyć sprzątanie w piątek, ale dyr. Sędzińska wskazała, że na niektórych odcinkach potrwa ono dłużej. Ropopochodna substancja została wyrzucona przez Bałtyk miejscami na odcinku blisko 50 km plaż od Rowów w Pomorskiem po Wicie w Zachodniopomorskiem.
- Zakładamy, że gdzieniegdzie ta substancja może się pojawiać w późniejszym czasie, może ją jeszcze wyrzucać morze. Będziemy tę sytuację monitorować. Sądzę, że jeszcze przez kilka tygodni. Dopiero po tym czasie, gdy już będziemy znać ilość zebranego odpadu, poszukamy zakładu, który go zutylizuje. Do tego czasu pozostanie na naszym terenie – powiedziała dyr. Sędzińska.
Przekazała, że prowadzone postępowanie wyjaśniające, by ustalić, skąd ropopochodna substancja znalazła się w morzu, trwa, ale w jej ocenie „skończy się brakiem ustalenia sprawcy".
Dyr. Sędzińska jeszcze w poniedziałek w rozmowie z PAP mówiła, że urząd „ma pewne podejrzenia co do jednostki, która zachowała się niezgodnie z prawem na morzu". Podkreśliła, że mogło dojść do czyszczenia zbiorników jednostki pływającej, a w konsekwencji tej zabronionej prawem czynności – do zanieczyszczenia morza.
W piątek potwierdziła, że od tej konkretnej jednostki pobrane zostały próbki, ale „jest małe prawdopodobieństwo, by udało się je dopasować do tych pobranych z plaży".
- To jest trudne. Próbujemy jeszcze podejmować czynności wyjaśniające, ale nie wiem, czy będą one skuteczne – oceniła dyr. Sędzińska.
Czarne, lepkie grudki w sobotę, 26 września, zauważyli spacerujący nad morzem w Ustce (woj. pomorskie). Zaalarmowali służby. Urząd Morski w Słupsku oficjalną informację o zanieczyszczeniu otrzymał w niedzielę rano z bosmanatu portu w Ustce. (PAP)
ing/
Polska, Słupsk









